Strona główna > Wolność poniżej pasa > Czy tak będzie wyglądać edukacja seksualna według Ruchu Palikota?

Czy tak będzie wyglądać edukacja seksualna według Ruchu Palikota?

Tydzień temu Wanda Nowicka prezentowała na konferencji prasowej w Sejmie projekt ustawy Ruchu Palikota dotyczący wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół. Przedmiot „wiedza o seksualności człowieka” miałby być obowiązkowy od I klasy szkoły podstawowej. Na konferencji byli też obecni: Aleksandra Józefowska z Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton” oraz seksuolog i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej – Andrzej Depko. Przypuszczam, że ich obecność miała przekonać „ciemnego luda”, że Ruch Palikota podchodzi do sprawy profesjonalnie, a sama inicjatywa jest aideologiczna. Ruch Palikota i zero lewicowej propagandy? Nic bardziej mylnego. Przecież „Ponton” to przybudówka organizacji feministycznej – Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, której przewodniczącą do 2011 roku była Nowicka. Gdyby jakaś katolicka organizacja zajmowała się edukacją seksualną, to od razu pojawiłyby się zarzuty, że katole wchodzą do łóżek i indoktrynują…

Ruch Palikota twierdzi, że celem projektu jest „wprowadzenie nowoczesnego, aideologicznego, fachowego przedmiotu szkolnego z zakresu wiedzy seksualnej i rodzicielskiej”. Pontoniarze utrzymują, że „wszystkie przekazywane przez nas informacje są obiektywne światopoglądowo”.

Nie dość, że „Ponton” to przybudówka organizacji feministycznej, to jeszcze główne seks-edukatorki (z najdłuższym stażem, na czele z koordynatorką Józefowską) otwarcie deklarują, że kierują się ideologią feministyczną, co oczywiście kłóci się z obiektywizmem:

Początki mojej pracy na polu edukacji seksualnej były mocno związane z pracą na rzecz kobiet i feminizmem. Wraz z feministyczną perspektywą patrzenia na świat przyszła refleksja nad sferą seksualności człowieka, która obarczona jest wieloma stereotypami, często sprawiającymi np. że cała odpowiedzialność za współżycie spada na barki dziewczyny. Wierzę zatem, że warto już od najmłodszych lat krzewić idee równości między kobietami i mężczyznami i pracować nad kształtowaniem postaw partnerskich wśród młodzieży.

Angażuję się feministycznie od początku studiów, gdy byłam wolontariuszką Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

[…]

Jestem feministką pro-choice, popieram prawo kobiet do decydowania o swoim ciele, a jednocześnie katoliczką. Jestem członkinią grupy europejskich doradców amerykańskiej organizacji Catholics for Choice, która działa na rzecz zmiany stanowiska hierarchii Kościoła Katolickiego w takich kwestiach jak stosowanie prezerwatyw, aborcja czy związki homoseksualne, kładąc nacisk na sumienie osób wierzących.

Poza działalnością społeczną angażuję się politycznie, pracuję dla partii politycznej.

Odkąd pamiętam jestem feministką. Przełomem w kształtowaniu mojego światopoglądu była lektura „Kobiety wyzwolonej?” Danuty Sękalskiej, po którą sięgnęłam w ósmej klasie podstawówki, myśląc, że będzie to książka o…seksie, a traktowała ona o historii ruchu kobiecego w Stanach Zjednoczonych.

Później poszło lawinowo, połknęłam „Drugą płeć” Simone de Beauvoir, „Nikt nie rodzi się kobietą” Teresy Hołówki, „Strach przed lataniem” Eriki Jong i inne pozycje tzw. klasyki feminizmu. W konsekwencji obroniłam pracę magisterską pt. „Kobiecość – męskość: pułapki dualizmu i próby emancypacji”, która oscylowała wokół filozofii, sztuki i pedagogiki.

Obecnie pracuję w Fundacji Feminoteka, gdzie zajmuję się projektami związanymi z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet.

Ktoś może teraz powiedzieć, że seks-edukatorki mimo działalności w przybudówce organizacji feministycznej i swoich wyraźnych deklaracji światopoglądowych, są jednak w stanie odłożyć ideologię na bok i przekazywać bezstronne informacje na temat seksualności człowieka młodym ludziom. Współczesna lewica ma obsesję na punkcie 4 liter – LGBT. Jeśli Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” w tematyce LGBT będzie w stanie powstrzymać się od lewicowej propagandy, to dopiero wtedy będzie można uznać, że przekazują treści, które są obiektywne światopoglądowo. Niestety, artykuł zatytułowany „Płeć i mniejszości seksualne” nie pozostawia żadnych złudzeń z kim mamy do czynienia:

Pojedynczą osobę o orientacji homoseksualnej nazywamy gejem albo lesbijką. Gej to mężczyzna orientacji homoseksualnej, ale w języku angielskim istnieje też pojęcie gay person, oznaczające osobę homoseksualną ale nie sugerujące płci. Lesbijką nazywamy kobietę orientacji homoseksualnej. Nie powinno się za to używać słowa homoseksualista, ponieważ ma ono w naszym języku negatywny wydźwięk. W języku angielskim sex oznacza nie tylko stosunek seksualny, ale też płeć, tak więc słowo homosexual oznacza osobę preferującą osoby tej samej płci. W naszym języku słowo seks ma tylko jedno znaczenie i tym samym sprawia, że słowo homoseksualista od razu przywołuje skojarzenia ze stosunkiem seksualnym, podczas gdy orientacja seksualna nie dotyczy jedynie jego seksualności, ale też uczuciowości. Drugim powodem, dla którego nie powinno się używać słowa homoseksualista, jest to, że kiedyś orientację homoseksualną uważano za chorobę i słowo homoseksualista przywołuje dawną terminologię medyczną i skojarzenia z chorobą. Jako synonimu możemy użyć stwierdzenia osoba homoseksualna, mającego mniej negatywny wydźwięk i podkreślającego podmiotowość osoby, o której mowa. Podobnie mówimy o osobach biseksualnych i orientacji biseksualnej.

[…]

Ponieważ w naszym społeczeństwie żyją osoby homoseksualne i biseksualne powinniśmy dbać o używanie niedyskryminującego języka, gdy mówimy o ludzkiej uczuciowości i seksualności. Zazwyczaj podczas rozmowy, mówiąc o osobie, z którą osoba, którą znamy, jest w związku, używamy słów „chłopak” albo „dziewczyna”, tym samym zapominając, że ktoś może pozostawać w związku z osobą tej samej płci. Bardziej adekwatnym stwierdzeniem jest tu słowo partner, ponieważ nie sugeruje ono płci osoby, z którą nasz rozmówca pozostaje z związku. Z tego samego powodu zamiast używać stwierdzenia stosunek seksualny, powinniśmy raczej używać stwierdzeń takich jak aktywność seksualna, ponieważ jest to szersza kategoria, zawierająca różnorodne zachowania seksualne, podczas gdy stwierdzenie stosunek seksualny budzi raczej skojarzenia z tylko heteroseksualnym stosunkiem waginalnym.

Kilka lat temu krakowscy aktywiści LGBT dostarczyli uczniom ulotki, na których można było przeczytać, że bezpieczniejszy gejowski seks to m.in. „zabawy obejmujące kontakt z kałem i moczem” czy „penetrowanie odbytu dłonią przy założonej gumowej rękawicy (ewentualnie prezerwatywie)”. To ma być postęp i nowoczesność? Za te ulotki zapłacili podatnicy – sfinansowało je Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej. Nawet prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski, powiedział: „To była wyjątkowo obrzydliwa ulotka. Czytałem ją z dużym niesmakiem”. Kontrowersyjne ulotki były przedmiotem dyskusji jednej z audycji programu Warto rozmawiać Jana Pospieszalskiego. Oburzeni byli nawet Marian Filar i Wojciech Sadurski, znani z lewicowych poglądów. Puszczono nagraną przed programem wypowiedź Roberta Biedronia, ówczesnego prezesa Kampanii Przeciw Homofobii. O samej ulotce wyraził się następująco: „Jeśli chodzi o tę konkretną ulotkę, to w żadnym razie nie była ona obsceniczna”. Przeciwko rozpowszechnianiu takich treści wśród uczniów przez działaczy gejowskich opowiedział się Piotr Pacewicz, ówczesny zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej. Biedroń najwyraźniej nie spodziewał się, że nawet ludzie związani z lewicą potępią… lewicowy eksperyment społeczny, więc po programie wycofał się chybcikiem ze swoich słów, stwierdzając, że jego wypowiedź została zmanipulowana i że te ulotki nie powinny trafić do nastolatków. A krakowska organizacja homoseksualna, która była współodpowiedzialna za aferę, wyraziła swoje ubolewanie. Przypuszczam, że lewicowcy potępili kontrowersyjne ulotki głównie dlatego, że zrobiła się medialna wrzawa (z prokuraturą w tle) i nie chcieli wyjść na „zboczeńców”. Siły postępu mogły też uznać, że społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tak radykalny eksperyment społeczny. Trzeba też pamiętać, że sprawa miała miejsce pod koniec 2005 roku oraz na początku 2006 i działacze LGBT nie mogli sobie za dużo pozwolić. Coś co oburzało lewicę kilka lat temu, dzisiaj mogłoby już nie oburzać. Ale już wtedy środowiska lewicowe mówiły o potrzebie nauki o homoseksualizmie w polskich szkołach. To zabawne, że postępowcy zarzucają swoim przeciwnikom interesowanie się homoseksualizmem (tak jakby oni się nie interesowali…), a sami chcą, żeby dzieci uczyły się o nim. Dziś Biedroń jest posłem Ruchu Palikota, trzeciej siły w Sejmie, więc jeśli zamarzy mu się rozdawanie dzieciom ulotek o obscenicznych treściach, to jego marzenie może się urzeczywistnić. I raczej nie będzie musiał się z tego wycofywać, jak ze swoich słów w 2006 roku. Lewica od tamtego czasu stała się zbyt radykalna, żeby brzydzić się ulotkami o gejowskim seksie.

Ponad dwa lata temu okazało się, że działacze gejowscy (m.in. z Kampanii Przeciw Homofobii) urządzają obozy młodzieżowe. Zdaniem Zbigniewa Lwa-Starowicza, prezesa Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, wysłanie zagubionych w sobie młodych ludzi na takie obozy, to ukierunkowanie ich rozwoju w jedną stronę. Seksuolog zaznaczył też, że wieku 14, 15 i 16 lat seksualna orientacja kształtuje się, a homoseksualizm jest młodzieńczy i przejściowy. Oczywiście, nie mógł potępić tych obozów wprost. To wyraźnie pokazuje przesuwanie się granicy akceptacji homoseksualizmu. Kilka lat wcześniej takie obozy na pewno zostałyby potępione.

Z danych Centers for Disease Control and Prevention wynika, że mężczyźni homo- i biseksualni (którzy uprawiają seks z innymi mężczyznami) są około 17 razy bardziej narażeni na rozwój raka odbytu niż mężczyźni uprawiający seks tylko z kobietami. Myślicie, że lewicowi edukatorzy powiedzą o tym dzieciom na lekcjach seks-edukacji? Oczywiście, że nie, przecież według nich homoseksualizm nie jest szkodliwy. Lewicy nie chodzi o rzetelną i obiektywną edukację seksualną, tylko o zwykłą indoktrynację.

Czy lewicowa seks-edukacja będzie polegać na nieużywaniu słów „chłopak” i „dziewczyna”, rozdawaniu uczniom ulotek o tajnikach gejowskiego seksu i wyjazdach na obozy organizowanie przez działaczy LGBT? Czy tak będzie wyglądać edukacja seksualna według Ruchu Palikota? Pewne jest to, że nie będzie ona nowoczesna, fachowa i aideologiczna.

mpnlewica

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: