Kontrowersje wokół metaanalizy dotyczącej wykorzystywania seksualnego dzieci

W lipcu 1998 roku na łamach prestiżowego czasopisma naukowego Psychological Bulletin, wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, ukazał się artykuł, z którego wynikało, że wbrew powszechnym przekonaniom, wykorzystywanie seksualne dzieci nie powoduje dotkliwej krzywdy[1]. Publikacja wywołała burzę w amerykańskiej nauce, mediach i polityce. Jest to pierwszy i jak na razie jedyny artykuł naukowy, który został potępiony przez Kongres Stanów Zjednoczonych[2][3].

Przebieg głównych wydarzeń

Lipiec 1998 r.

Psychological Bulletin publikuje kontrowersyjny artykuł. Jego autorami są Bruce Rind z Temple University, Philip Tromovitch z University of Pennsylvania i Robert Bauserman z University of Michigan. Dokonali oni metaanalizy 59 badań (36 opublikowanych badań, 21 niepublikowanych dysertacji doktorskich i 2 niepublikowanych prac magisterskich) dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci, które objęły łącznie 35 703 studentów college’ów (13 704 mężczyzn i 21 999 kobiet) oraz skrytykowali wcześniejsze prace przeglądowe za poleganie na próbach klinicznych i prawniczych, które nie mogą być reprezentatywne dla ogółu populacji. Ich metaanaliza wykazała, że studenci molestowani seksualnie w dzieciństwie byli średnio nieznacznie gorzej przystosowani niż ci, którzy nie byli molestowani, ale nie odpowiadało za to wykorzystywanie seksualne, tylko środowisko rodzinne. Negatywne skutki molestowania w dzieciństwie nie były ani powszechne, ani dotkliwe. Reakcje mężczyzn były znacznie mniej negatywne niż kobiet[1]. Wyniki, jakie uzyskali były zbieżne z wynikami ich metaanalizy z 1997 roku na narodowo reprezentatywnych próbach[4]. Badacze zaproponowali, aby w przypadku chcących dzieci i mających pozytywne reakcje używać terminu „seks dzieci z dorosłymi”, a termin „wykorzystywanie seksualne dzieci” stosować tylko w przypadku, gdy dzieci nie wyraziły zgody i miały negatywne odczucia. Przypomnieli, że kiedyś masturbację nazywano „samogwałtem” i traktowano jako szkodliwą. Ale zastrzegli, że ich ustalenia nie oznaczają, że powinno się zmienić moralny i prawny status wykorzystywania seksualnego dzieci, dodając, że wyniki ich metaanalizy wpływają na moralność i legalność tylko w takim stopniu, w jakim moralny i prawny status molestowania seksualnego dzieci opiera się na domniemaniu psychicznej krzywdy[1] .

Grudzień 1998 r.

North American Man/Boy Love Association (NAMBLA) zamieszcza informacje o artykule na swojej stronie internetowej. Stwierdza, że to „dobra wiadomość”  i że „obecna wojna z boyloverami nie ma oparcia w nauce”[5].

National Association for Research and Therapy of Homosexuality (NARTH) jako pierwsze krytykuje metaanalizę na swojej stronie internetowej[6].

Autorzy artykułu lecą do Holandii na propedofilską konferencję pt. „Druga Strona Medalu”[2].

Marzec 1999 r.

Katolicka gazeta Wanderer nazywa kontrowersyjną publikację „pseudoprofesjonalną, pseudoakademicką analizą”. Gazeta wyraża obawę, że pedofilia może przestać być chorobą, tak jak to się wcześniej stało z homoseksualizmem[6].

Jeden ze słuchaczy filadelfijskiego radia wysyła do niego artykuł z Wanderer. Radio zaprasza do siebie jednego z autorów metaanalizy, Philipa Tromovitcha. Radiowiec Dom Giordano po wywiadzie z Tromovitchem ostro krytykuje Temple University, metaanalizę i jej autorów[6][7].

Któryś ze słuchaczy filadelfijskiego radia wysyła list z informacjami o publikacji do Laury Schlessinger, osobowości radiowej, której talk-show Dr. Laura słucha dziennie około 18–20 milionów ludzi. Schlessinger na falach radiowych potępia artykuł jako „junk science”. A na łamach prasy stwierdza, że celem artykułu jest pozwolenie mężczyznom na gwałcenie chłopców[6][7]. Paul Fink, przewodniczący Leadership Council for Mental Health, Justice, and the Media i były przewodniczący Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, wysyła list do Schlessinger, w którym przedstawia swoją krytykę kontrowersyjnej publikacji[6].

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wydaje oświadczenie prasowe, w którym potwierdza swoje stanowisko przeciwko wykorzystywaniu seksualnemu dzieci i zaznacza, że ustalenia metaanalizy były niewłaściwie prezentowane w niektórych mediach. Ponadto organizacja tłumaczy, że ustalenia naukowe publikowane w jej czasopismach nie są stanowiskami organizacji[2][8].

Kwiecień 1999 r.

Tom DeLey, republikanin z Teksasu, członek Izby Reprezentantów, wydaje oświadczenie prasowe, w którym wyraża swoje oburzenie i wstręt, że Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne opublikowało artykuł, który opowiada się za normalizacją pedofilii[8].

Raymond Fowler, CEO Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, wysyła list skierowany do wszystkich kongresmenów, w którym informuje, że Towarzystwo uważa wykorzystywanie seksualne dzieci za złe i szkodliwe. List obwinia część mediów za błędne prezentowanie ustaleń metaanalizy oraz wyjaśnia, że artykuły w czasopismach odzwierciedlają poglądy ich autorów, a nie Towarzystwa[8].

Laura Schlessinger w swojej audycji radiowej oraz na łamach Washington Times ostro krytykuje list Fowlera, stwierdza nawet, że zawiera on „bezczelne kłamstwa”[8].

Kierownictwo Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego zwraca się o pomoc do Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki i Narodowej Akademii Nauk. Obie organizacje odmawiają[8].

Republikański kongresmen z Pensylwanii, Joe Pitts, wysyła list do wszystkich członków Izby Reprezentantów, w którym potępia kontrowersyjną metaanalizę. Do swojego listu dołącza kopię artykułu Schlessinger z Washington Times[8].

Legislatura Alaski jednogłośnie przyjmuje rezolucję odrzucającą wnioski zawarte w artykule z Psychological Bulletin. W ciągu następnych 2 miesięcy w ślad za Alaską pójdą kolejne stany: Kalifornia, Illinois, Pensylwania, Luizjana, Oklahoma, Delaware, Oregon i New Jersey[2][8][9].

Maj 1999 r.

Family Research Council rozsyła listy potępiające kontrowersyjną publikację do wszystkich członków Izby Reprezentantów[8]. Organizacja urządza konferencję prasową, na której pojawia się 3 republikańskich kongresmenów, osoba z NARTH oraz Laura Schlessinger (przez satelitę). Matt Salmon, kongresmen z Arizony, wzywa Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne do potępienia artykułu jako „chorego i wynaturzonego”[6].

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne publikuje oświadczenie Rinda, Tromovitcha i Bausermana, w którym bronią swojej pracy[8].

Raymond Fowler udziela wywiadu Fox News, następnie udaje się do telewizji MSNBC, gdzie dyskutuje z republikańskim kongresmenem z Florydy, Davem Weldonem[8]. Weldon nazywa metaanalizę „bardzo, bardzo złym badaniem” i stwierdza, że nigdy ona nie powinna zostać opublikowana. Fowler broni metaanalizy jako „dobrego badania”, które przeszło przez proces recenzji naukowej i zostało sprawdzone przez ekspertów od statystyki[6].

Rzecznik Białego Domu, Joe Lockhart, na pytanie dotyczące publikacji w Psychological Bulletin odpowiada wymijająco, że Biały Dom jej nie przeglądał. Gdy tydzień później Lockhart wciąż nie komentuje metaanalizy, Republikanie wykorzystują milczenie Białego Domu do ataku na Clintona. Do krytyki prezydenta USA i jego administracji dołącza również Robert Knight z Family Research Council: „Przerażające jest milczenie Białego Domu. Myślę, że oni boją się urazić swoich sojuszników w szeregach homoseksualistów, ponieważ istnieje silny element poparcia wśród homoseksualnych aktywistów dla obniżenia wieku przyzwolenia”[27].

Leadership Council on Mental Health, Justice and the Media wydaje komunikat prasowy, w którym krytykuje artykuł[2].

Steven Mirin, medyczny dyrektor Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, wysyła list do Family Research Council, w którym daje do zrozumienia, że Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne postąpiło nieodpowiedzialnie publikując kontrowersyjny artykuł. Jeden z umiarkowanych republikańskich kongresmenów wysyła list skierowany do wszystkich członków Izby Reprezentantów, w którym tłumaczy im, że Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne i Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne to dwie różne organizacje i że psychiatrzy są przeciwnikami pedofilii[8].

Czerwiec 1999 r.

Fowler wysyła list do kongresmena DeLeya, w którym zaznacza, że metaanaliza Rinda, Tromovitcha i Bausermana zawiera opinie niezgodne ze stanowiskiem Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. Fowler w swoim liście podkreśla, że „aktywność seksualna między dorosłymi a dziećmi nigdy nie powinna zostać uznana lub określona jako nieszkodliwa” i że „dzieci nie mogą wyrazić zgody na czynności seksualne z dorosłymi”[7].

Family Research Council wysyła listy do ponad miliona domów popierające potępienie artykułu. W wyniku tej akcji, Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne zalewają tysiące kart pocztowych z żądaniem potępienia kontrowersyjnej publikacji. Można sobie tylko wyobrazić ile głosów oburzenia napłynęło do Izby Reprezentantów[8].

Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne zwraca się do Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki, największej organizacji naukowej na świecie i wydawcy prestiżowego czasopisma Science, z prośbą o zrecenzowanie i ocenienie jakości naukowej publikacji Rinda, Tromovitcha i Bausermana[8].

Lipiec 1999 r.

Na początku lipca przewodniczący Society for the Scientific Study of Sexuality wysyła list do Raymonda Fowlera, w którym nakłania Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne do zdecydowanego poparcia autorów kontrowersyjnego artykułu. List podpisało 11 byłych przewodniczących Society for the Scientific Study of Sexuality oraz naczelny czasopisma naukowego Annual Review of Sex Research[10].

12 lipca Izba Reprezentantów potępia (355 za, 0 przeciw, 13 głosów wstrzymujących się) metaanalizę w swojej rezolucji. 30 lipca Senat jednogłośnie przyjmuje tę rezolucję[7]. Artykuł Rinda, Tromovitcha i Bausermana staje się pierwszym w historii USA artykułem naukowym, który zostaje potępiony przez Kongres[2].

kongres-usa

Reakcje na potępienie artykułu

W odpowiedzi na potępienie artykułu naukowego przez Kongres Der Spiegel, New York Times Magazine, Lingua Franca, National Journal, San Francisco Chronicle, Los Angeles Times i Boston Globe opublikowały artykuły broniące pracy Rinda, Tromovitcha i Bausermana. Skeptical Inquirer porównał działanie Kongresu do Inkwizycji. Psycholog Carol Travis w swoim artykule na łamach Los Angeles Times i psycholog Sharon Lamb w Boston Globe uznały ustalenia metaanalizy za dobrą wiadomość dla ofiar molestowania seksualnego. Podobnie zdanie wyraził komentator Andrew Sullivan na łamach New York Times Magazine[6]. Psycholog Stanley Woll stwierdził natomiast, że autorzy kontrowersyjnego artykułu stali się ofiarami „makkartowskiego polowania na czarownice”[2].

Odpowiedź Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki

W październiku 1999 roku Komitet ds. Naukowej Wolności i Odpowiedzialności Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki poinformował Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, że nie widzi powodu do ponownego recenzowania artykułu. Komitet w uzasadnieniu stwierdził, że nie widzi wyraźnych dowodów na to, że autorzy metaanalizy zastosowali niewłaściwą metodologię lub dopuścili się innych wątpliwych praktyk[6].

Debaty na łamach czasopism naukowych

W 2000 roku na łamach periodyku naukowego Sexuality and Culture ukazało się specjalne wydanie poświęcone kontrowersjom wokół metaanalizy z 1998 roku[11]. David Spiegel, psychiatra ze Stanford University School of Medicine, oskarżył jej autorów o statystyczne nadużycia[12]. Bruce Rind, Philip Tromovitch i Robert Bauserman przedstawili przebieg wydarzeń oraz odpowiedzieli krytykom na stawiane przez nich zarzuty[6][13]. Thomas Oellerich z Ohio University stwierdził, że kontrowersyjny artykuł jest „niepoprawny politycznie, ale poprawny naukowo”[14]. Natomiast politolog Harris Mirkin napisał: „W rzeczywistości problemem artykułu nie było to, że był metodologicznie słaby, ale to, że był mocny. On łamał zasady polityki seksualnej”[15].

W 2001 roku Journal of Child Sexual Abuse opublikowało serię artykułów dotyczących wprowadzania w błąd na temat wykorzystywania seksualnego dzieci, w tym artykuły krytykujące metaanalizę Rinda, Tromovitcha i Bausermana[16].

W listopadzie 2001 roku na łamach Psychological Bulletin ukazały się dwie prace krytykujące kontrowersyjną metaanalizę[17][18] oraz odpowiedź autorów na tę krytykę[19].

W marcu 2002 roku American Psychologist, flagowe czasopismo Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego, opublikowało specjalne wydanie poświęcone współistnieniu świata nauki, polityki i mediów. Szczególną uwagę skupiono na kontrowersjach wokół metaanalizy z 1998 roku[20]. Ellen Garrison i Patricia Kobor z Biura Polityki Publicznej Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego nazwały zamieszanie wokół artykułu Rinda, Tromovitcha i Bausermana „polityczną burzą stulecia w psychologii”[8].

Kontrowersje przed sądem

W 1999 roku zarówno metaanaliza z 1998, jak i metaanaliza z 1997 roku, były cytowane w trzech sprawach sądowych w celu obrony oskarżonych o molestowanie seksualne dzieci[21].

Wzajemne oskarżenia o stronniczość

Bruce Rind, Philip Tromovitch i Robert Bauserman stwierdzili, że naukowcy, którzy uważają wykorzystywanie seksualne dzieci za główną przyczynę psychopatologii w dorosłym życiu, mogą ignorować lub zwracać mniejszą uwagę na wyniki, które wskazują na brak szkodliwości[1]. A krytyków swojej pracy naukowej nazwali „religijnymi i moralistycznymi fanatykami”[2].

Natomiast krytycy ich artykułu odkryli, że Rind i Bauserman w przeszłości publikowali w Paidika: The Journal of Paedophilia, holenderskim czasopiśmie dowodzącym, że „pedofilia była i pozostaje uznaną oraz produktywną częścią całości ludzkich doświadczeń”, a kilka miesięcy po opublikowaniu kontrowersyjnej metaanalizy w Psychological Bulletin polecieli do Holandii na propedofilską konferencję, na której wystąpili w roli prelegentów[2].

Niektórzy komentatorzy określili kontrowersyjny artykuł jako „pedofilską propagandę”[2].

Nie tylko oni

Rind, Tromovitch i Bauserman nie byli pierwszymi ani ostatnimi badaczami, którzy doszli do kontrowersyjnych wniosków na temat wykorzystywania seksualnego dzieci. Już Alfred Kinsey w swoich raportach pisał, że małe dzieci są zdolne do orgazmów i że wiele osób, które doświadczyły molestowania seksualnego w dzieciństwie nie doznało poważnej szkody[22][23]. W 2005 roku inni naukowcy po skorygowaniu problemów metodologicznych i statystycznych (które zdaniem krytyków wystąpiły) dokonali replikacji metaanalizy z 1998 roku, potwierdzając jej wyniki[24].

Generalnie literatura naukowa wskazuje na związek wykorzystywania seksualnego dzieci z późniejszą psychopatologią, ale różne konkluzje oraz różnice i ograniczenia metodologiczne mogą powodować trudności interpretacyjne, błędne przekonania i zamieszanie[25].

W styczniu 2013 roku Guardian opublikował artykuł, który wywołał niemałe kontrowersje w mediach. Wynika z niego, że eksperci są niezgodni co do pedofilii, a wśród nich pojawiają się głosy, że „przekonywujących dowodów na szkodliwość pedofilskich relacji jeszcze nie ma”[26].

Przypisy:

  1. Rind B, Tromovitch P, Bauserman R (1998), „A Meta-Analytic Examination of Assumed Properties of Child Sexual Abuse Using College Samples„, Psychological Bulletin, 124 (1), 22–53. PMID: 9670820.
  2. Dallam SJ (2001), „Science or Propaganda? An Examination of Rind, Tromovitch and Bauserman (1998)”, Journal of Child Sexual Abuse, 9 (3/4), 109–134. DOI: 10.1300/J070v09n03_06.
  3. Baird BN (2002), „Politics, Operant Conditioning, Galileo, and the American Psychological Association’s Response to Rind et al. (1998) „, American Psychologist, 57 (3), 189–92. PMID: 11905117.
  4. Rind B, Tromovitch P (1997), „A Meta-Analytic Review of Findings from National Samples on Psychological Correlates of Child Sexual Abuse”, Journal of Sex Research, 34 (3), 237–255. DOI: 10.1080/00224499709551891.
  5. NAMBLA (1998), „The Good News About Man/Boy Love”, nambla.org.
  6. Rind B, Tromovitch P, Bauserman R (2000), „Condemnation of a Scientific Article: A Chronology and Refutation of the Attacks and a Discussion of Threats to the Integrity of Science”, Sexuality and Culture, 4 (2), 1–62. DOI: 10.1007/s12119-000-1025-5.
  7. Lilienfeld SO (2002), „When Worlds Collide: Social Science, Politics and the Rind et al. (1998) Child Abuse Meta-Analysis”, American Psychologist, 57 (3), 176–88. PMID: 11905116.
  8. Garrison EG, Kobor PC (2002), „Weathering a Political Storm: A Contextual Perspective on a Psychological Research Controversy”, American Psychologist, 57 (3), 165–75. PMID: 11905115.
  9. „Status of Similar State and Federal Resolutions, prevent-abuse-now.com.
  10. Society for the Scientific Study of Sexuality (1999), Letter to APA”, ipce.info.
  11. „Consequences of Child Sexual Abuse”, Sexuality and Culture, 4 (2), 1–111 (2000).
  12. Spiegel D (2000), „The Price of Abusing Children and Numbers”, Sexuality and Culture, 4 (2), 63–66. DOI: 10.1007/s12119-000-1026-4.
  13. Rind B, Tromovitch P, Bauserman R (2000), „Debunking the False Allegation of >>Statistical Abuse<<: A Reply to Spiegel”, Sexuality and Culture, 4 (2), 101–111. DOI: 10.1007/s12119-000-1029-1.
  14. Oellerich TD (2000), „Rind, Tromovitch, and Bauserman: Politically Incorrect – Scientifically Correct”, Sexuality and Culture, 4 (2), 67–81. DOI: 10.1007/s12119-000-1027-3.
  15. Mirkin H (2000), „Sex, Science, and Sin: The Rind Report, Sexual Politics, and American Scholarship”, Sexuality and Culture, 4 (2), 82–100. DOI: 10.1007/s12119-000-1028-2.
  16. „Exposing Misinformation Concerning Child Sexual Abuse and Adult Survivors”, Journal of Child Sexual Abuse, 9 (3/4), 1–210 (2001).
  17. Ondersma et al (2001), „Sex with Children is Abuse: Comment on Rind, Tromovitch, and Bauserman (1998)”, Psychological Bulletin, 127 (6), 707–14. PMID: 11726067.
  18. Dallam et al (2001), „The Effects of Child Sexual Abuse: Comment on Rind, Tromovitch, and Bauserman (1998)”, Psychological Bulletin, 127 (6), 715–33. PMID: 11726068.
  19. Rind B, Tromovitch P, Bauserman R (2001), „The Validity and Appropriateness of Methods, Analyses, and Conclusions in Rind et al. (1998): A Rebuttal of Victimological Critique from Ondersma et al. (2001) and Dallam et al. (2001)”, Psychological Bulletin, 127 (6), 734–58. PMID: 11726069.
  20. „Interactions Among Scientists and Policymakers: Challenges and Opportunities”, American Psychologist, 57 (3), 161–227 (2002).
  21. Leadership Council, Legal Cases where Rind’s work has been cited in defense of alleged child molesters, leadershipcouncil.org.
  22. Ericksen JA (2000), „Sexual Liberation’s Last Frontier”, Society, 37 (4), 21–25. DOI: 10.1007/BF02912287.
  23. Wakefield H (2006), „The Effects of Child Sexual Abuse: Truth Versus Political Correctness”, Issues in Child Abuse Accusation, 16.
  24. Ulrich H, Randolph M, Acheson S (2005/06), „Child Sexual Abuse: A Replication of the Meta-analytic Examination of Child Sexual Abuse by Rind, Tromovitch, and Bauserman (1998)”, Scientific Review of Mental Health Practice, 4 (2).
  25. Maniglio R (2009), „The Impact of Child Sexual Abuse on Health: a Systematic Review of Reviews”, Clinical Psychology Review, 29 (7), 647–57. PMID: 19733950.
  26. Henley J (2013), „Paedophilia: bringing dark desires to light„, Guardian.
  27. Plotz D (1999), „Thank Heaven for Little Boys„, Slate.

Czy tak będzie wyglądać edukacja seksualna według Ruchu Palikota?

Tydzień temu Wanda Nowicka prezentowała na konferencji prasowej w Sejmie projekt ustawy Ruchu Palikota dotyczący wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół. Przedmiot „wiedza o seksualności człowieka” miałby być obowiązkowy od I klasy szkoły podstawowej. Na konferencji byli też obecni: Aleksandra Józefowska z Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton” oraz seksuolog i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej – Andrzej Depko. Przypuszczam, że ich obecność miała przekonać „ciemnego luda”, że Ruch Palikota podchodzi do sprawy profesjonalnie, a sama inicjatywa jest aideologiczna. Ruch Palikota i zero lewicowej propagandy? Nic bardziej mylnego. Przecież „Ponton” to przybudówka organizacji feministycznej – Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, której przewodniczącą do 2011 roku była Nowicka. Gdyby jakaś katolicka organizacja zajmowała się edukacją seksualną, to od razu pojawiłyby się zarzuty, że katole wchodzą do łóżek i indoktrynują…

Ruch Palikota twierdzi, że celem projektu jest „wprowadzenie nowoczesnego, aideologicznego, fachowego przedmiotu szkolnego z zakresu wiedzy seksualnej i rodzicielskiej”. Pontoniarze utrzymują, że „wszystkie przekazywane przez nas informacje są obiektywne światopoglądowo”.

Nie dość, że „Ponton” to przybudówka organizacji feministycznej, to jeszcze główne seks-edukatorki (z najdłuższym stażem, na czele z koordynatorką Józefowską) otwarcie deklarują, że kierują się ideologią feministyczną, co oczywiście kłóci się z obiektywizmem:

Początki mojej pracy na polu edukacji seksualnej były mocno związane z pracą na rzecz kobiet i feminizmem. Wraz z feministyczną perspektywą patrzenia na świat przyszła refleksja nad sferą seksualności człowieka, która obarczona jest wieloma stereotypami, często sprawiającymi np. że cała odpowiedzialność za współżycie spada na barki dziewczyny. Wierzę zatem, że warto już od najmłodszych lat krzewić idee równości między kobietami i mężczyznami i pracować nad kształtowaniem postaw partnerskich wśród młodzieży.

Angażuję się feministycznie od początku studiów, gdy byłam wolontariuszką Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

[…]

Jestem feministką pro-choice, popieram prawo kobiet do decydowania o swoim ciele, a jednocześnie katoliczką. Jestem członkinią grupy europejskich doradców amerykańskiej organizacji Catholics for Choice, która działa na rzecz zmiany stanowiska hierarchii Kościoła Katolickiego w takich kwestiach jak stosowanie prezerwatyw, aborcja czy związki homoseksualne, kładąc nacisk na sumienie osób wierzących.

Poza działalnością społeczną angażuję się politycznie, pracuję dla partii politycznej.

Odkąd pamiętam jestem feministką. Przełomem w kształtowaniu mojego światopoglądu była lektura „Kobiety wyzwolonej?” Danuty Sękalskiej, po którą sięgnęłam w ósmej klasie podstawówki, myśląc, że będzie to książka o…seksie, a traktowała ona o historii ruchu kobiecego w Stanach Zjednoczonych.

Później poszło lawinowo, połknęłam „Drugą płeć” Simone de Beauvoir, „Nikt nie rodzi się kobietą” Teresy Hołówki, „Strach przed lataniem” Eriki Jong i inne pozycje tzw. klasyki feminizmu. W konsekwencji obroniłam pracę magisterską pt. „Kobiecość – męskość: pułapki dualizmu i próby emancypacji”, która oscylowała wokół filozofii, sztuki i pedagogiki.

Obecnie pracuję w Fundacji Feminoteka, gdzie zajmuję się projektami związanymi z przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet.

Ktoś może teraz powiedzieć, że seks-edukatorki mimo działalności w przybudówce organizacji feministycznej i swoich wyraźnych deklaracji światopoglądowych, są jednak w stanie odłożyć ideologię na bok i przekazywać bezstronne informacje na temat seksualności człowieka młodym ludziom. Współczesna lewica ma obsesję na punkcie 4 liter – LGBT. Jeśli Grupa Edukatorów Seksualnych „Ponton” w tematyce LGBT będzie w stanie powstrzymać się od lewicowej propagandy, to dopiero wtedy będzie można uznać, że przekazują treści, które są obiektywne światopoglądowo. Niestety, artykuł zatytułowany „Płeć i mniejszości seksualne” nie pozostawia żadnych złudzeń z kim mamy do czynienia:

Pojedynczą osobę o orientacji homoseksualnej nazywamy gejem albo lesbijką. Gej to mężczyzna orientacji homoseksualnej, ale w języku angielskim istnieje też pojęcie gay person, oznaczające osobę homoseksualną ale nie sugerujące płci. Lesbijką nazywamy kobietę orientacji homoseksualnej. Nie powinno się za to używać słowa homoseksualista, ponieważ ma ono w naszym języku negatywny wydźwięk. W języku angielskim sex oznacza nie tylko stosunek seksualny, ale też płeć, tak więc słowo homosexual oznacza osobę preferującą osoby tej samej płci. W naszym języku słowo seks ma tylko jedno znaczenie i tym samym sprawia, że słowo homoseksualista od razu przywołuje skojarzenia ze stosunkiem seksualnym, podczas gdy orientacja seksualna nie dotyczy jedynie jego seksualności, ale też uczuciowości. Drugim powodem, dla którego nie powinno się używać słowa homoseksualista, jest to, że kiedyś orientację homoseksualną uważano za chorobę i słowo homoseksualista przywołuje dawną terminologię medyczną i skojarzenia z chorobą. Jako synonimu możemy użyć stwierdzenia osoba homoseksualna, mającego mniej negatywny wydźwięk i podkreślającego podmiotowość osoby, o której mowa. Podobnie mówimy o osobach biseksualnych i orientacji biseksualnej.

[…]

Ponieważ w naszym społeczeństwie żyją osoby homoseksualne i biseksualne powinniśmy dbać o używanie niedyskryminującego języka, gdy mówimy o ludzkiej uczuciowości i seksualności. Zazwyczaj podczas rozmowy, mówiąc o osobie, z którą osoba, którą znamy, jest w związku, używamy słów „chłopak” albo „dziewczyna”, tym samym zapominając, że ktoś może pozostawać w związku z osobą tej samej płci. Bardziej adekwatnym stwierdzeniem jest tu słowo partner, ponieważ nie sugeruje ono płci osoby, z którą nasz rozmówca pozostaje z związku. Z tego samego powodu zamiast używać stwierdzenia stosunek seksualny, powinniśmy raczej używać stwierdzeń takich jak aktywność seksualna, ponieważ jest to szersza kategoria, zawierająca różnorodne zachowania seksualne, podczas gdy stwierdzenie stosunek seksualny budzi raczej skojarzenia z tylko heteroseksualnym stosunkiem waginalnym.

Kilka lat temu krakowscy aktywiści LGBT dostarczyli uczniom ulotki, na których można było przeczytać, że bezpieczniejszy gejowski seks to m.in. „zabawy obejmujące kontakt z kałem i moczem” czy „penetrowanie odbytu dłonią przy założonej gumowej rękawicy (ewentualnie prezerwatywie)”. To ma być postęp i nowoczesność? Za te ulotki zapłacili podatnicy – sfinansowało je Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej. Nawet prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski, powiedział: „To była wyjątkowo obrzydliwa ulotka. Czytałem ją z dużym niesmakiem”. Kontrowersyjne ulotki były przedmiotem dyskusji jednej z audycji programu Warto rozmawiać Jana Pospieszalskiego. Oburzeni byli nawet Marian Filar i Wojciech Sadurski, znani z lewicowych poglądów. Puszczono nagraną przed programem wypowiedź Roberta Biedronia, ówczesnego prezesa Kampanii Przeciw Homofobii. O samej ulotce wyraził się następująco: „Jeśli chodzi o tę konkretną ulotkę, to w żadnym razie nie była ona obsceniczna”. Przeciwko rozpowszechnianiu takich treści wśród uczniów przez działaczy gejowskich opowiedział się Piotr Pacewicz, ówczesny zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej. Biedroń najwyraźniej nie spodziewał się, że nawet ludzie związani z lewicą potępią… lewicowy eksperyment społeczny, więc po programie wycofał się chybcikiem ze swoich słów, stwierdzając, że jego wypowiedź została zmanipulowana i że te ulotki nie powinny trafić do nastolatków. A krakowska organizacja homoseksualna, która była współodpowiedzialna za aferę, wyraziła swoje ubolewanie. Przypuszczam, że lewicowcy potępili kontrowersyjne ulotki głównie dlatego, że zrobiła się medialna wrzawa (z prokuraturą w tle) i nie chcieli wyjść na „zboczeńców”. Siły postępu mogły też uznać, że społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na tak radykalny eksperyment społeczny. Trzeba też pamiętać, że sprawa miała miejsce pod koniec 2005 roku oraz na początku 2006 i działacze LGBT nie mogli sobie za dużo pozwolić. Coś co oburzało lewicę kilka lat temu, dzisiaj mogłoby już nie oburzać. Ale już wtedy środowiska lewicowe mówiły o potrzebie nauki o homoseksualizmie w polskich szkołach. To zabawne, że postępowcy zarzucają swoim przeciwnikom interesowanie się homoseksualizmem (tak jakby oni się nie interesowali…), a sami chcą, żeby dzieci uczyły się o nim. Dziś Biedroń jest posłem Ruchu Palikota, trzeciej siły w Sejmie, więc jeśli zamarzy mu się rozdawanie dzieciom ulotek o obscenicznych treściach, to jego marzenie może się urzeczywistnić. I raczej nie będzie musiał się z tego wycofywać, jak ze swoich słów w 2006 roku. Lewica od tamtego czasu stała się zbyt radykalna, żeby brzydzić się ulotkami o gejowskim seksie.

Ponad dwa lata temu okazało się, że działacze gejowscy (m.in. z Kampanii Przeciw Homofobii) urządzają obozy młodzieżowe. Zdaniem Zbigniewa Lwa-Starowicza, prezesa Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, wysłanie zagubionych w sobie młodych ludzi na takie obozy, to ukierunkowanie ich rozwoju w jedną stronę. Seksuolog zaznaczył też, że wieku 14, 15 i 16 lat seksualna orientacja kształtuje się, a homoseksualizm jest młodzieńczy i przejściowy. Oczywiście, nie mógł potępić tych obozów wprost. To wyraźnie pokazuje przesuwanie się granicy akceptacji homoseksualizmu. Kilka lat wcześniej takie obozy na pewno zostałyby potępione.

Z danych Centers for Disease Control and Prevention wynika, że mężczyźni homo- i biseksualni (którzy uprawiają seks z innymi mężczyznami) są około 17 razy bardziej narażeni na rozwój raka odbytu niż mężczyźni uprawiający seks tylko z kobietami. Myślicie, że lewicowi edukatorzy powiedzą o tym dzieciom na lekcjach seks-edukacji? Oczywiście, że nie, przecież według nich homoseksualizm nie jest szkodliwy. Lewicy nie chodzi o rzetelną i obiektywną edukację seksualną, tylko o zwykłą indoktrynację.

Czy lewicowa seks-edukacja będzie polegać na nieużywaniu słów „chłopak” i „dziewczyna”, rozdawaniu uczniom ulotek o tajnikach gejowskiego seksu i wyjazdach na obozy organizowanie przez działaczy LGBT? Czy tak będzie wyglądać edukacja seksualna według Ruchu Palikota? Pewne jest to, że nie będzie ona nowoczesna, fachowa i aideologiczna.

mpnlewica

Jak odkrycie penicyliny wpłynęło na życie seksualne Amerykanów

Powszechnie uważa się, że początek rewolucji seksualnej miał miejsce na przełomie lat 60. i 70. XX wieku w wyniku rozpowszechnienia się pigułki antykoncepcyjnej, liberalnego podejścia do seksu i zmiany wartości moralnych. Według artykułu, który został niedawno opublikowany online w czasopiśmie Archives of Sexual Behavior, rewolucja seksualna rozpoczęła w drugiej połowie lat 50. dzięki penicylinie.

W 1928 roku penicylinę odkrył Aleksander Fleming. W 1941 roku Howard Walter Florey i Ernst Boris Chain po raz pierwszy zastosowali ją w warunkach klinicznych. W 1945 cała trójka za odkrycie penicyliny i jej efektów leczniczych otrzymała Nagrodę Nobla.

Dowody naukowe wskazują na to, że odkrycie penicyliny doprowadziło do zwalczenia epidemii syfilisu (kiły), co spowodowało wzrost ryzykownych nietradycyjnych zachowań seksualnych (rozumiany jako wzrost zachorowalności na rzeżączkę, nieślubnych urodzeń i udziału nastoletnich urodzeń) w drugiej połowie lat 50. XX wieku w USA.

Zachorowalność na kiłę [wykres 1.] rosła podczas II wojny światowej aż do 1947, wtedy osiągnęła maksimum, potem zaczęła spadać i 1957 osiągnęła minimum. Umieralność na kiłę [wykres 1.] zaczęła gwałtownie spadać w latach 40. i 50. Analiza regresji wykazała, że wzrost ryzykownych nietradycyjnych zachowań seksualnych nastąpił bezpośrednio po zwalczeniu epidemii kiły:

  • Zapadalność na rzeżączkę [wykres 2.] zaczęła rosnąć podczas II wojny światowej aż do 1947, potem zaczęła spadać i osiągnęła minimum w 1957 i od tego roku zaczęła gwałtownie rosnąć. W latach 1957–75 zapadalność na rzeżączkę wzrosła o 300%.
  • Wskaźnik nieślubnych urodzeń u białych kobiet [wykres 2.] w latach 1941–53 był stosunkowo stały, a od połowy lat 50. zaczął systematycznie rosnąć. Między rokiem 1955 a 1975 wskaźnik ten wzrósł o 250%. Wskaźnik nieślubnych urodzeń wśród niebiałych matek [wykres 3.] wygląda podobnie.
  • Udział nastoletnich urodzeń u białych dziewczyn [wykres 2.] malał podczas II wojny światowej, a zaczął gwałtownie rosnąć od połowy lat 50. W latach 1955–75 ten udział wzrósł o blisko 50%. Udział nastoletnich urodzeń wśród niebiałych matek [wykres 3.] prezentuje się podobnie.

Wykres 1.
zapadalność na kiłę – liczba nowych przypadków kiły na 100 000 osób
umieralność na kiłę – liczba zgonów na kiłę na 100 000 osób

Wykres 2.
Zapadalność na rzeżączkę – liczba nowych przypadków rzeżączki na 100 000 osób
Wskaźnik nieślubnych urodzeń – liczba urodzeń nieślubnych dzieci na 1 000 żywych urodzeń wśród białych matek
Udział nastoletnich urodzeń – procent żywych urodzeń przez białe nastoletnie (mające 19 lat oraz młodsze) matki

Wykres 3.
Wskaźnik nieślubnych urodzeń – liczba urodzeń nieślubnych dzieci na 1 000 żywych urodzeń wśród niebiałych matek
Udział nastoletnich urodzeń – procent żywych urodzeń przez niebiałe nastoletnie (mające 19 lat oraz młodsze) matki

Negatywne wyniki badań znikają z większości dyscyplin naukowych

W 2012 roku na łamach czasopisma Scientometrics ukazała się analiza ponad 4 600 artykułów z różnych dyscyplin naukowych, które zostały opublikowane w latach 1990–2007. Wynika z niej, że odsetek prac z pozytywnymi wynikami (potwierdzającymi testowaną hipotezę) wynosił 70,2% w latach 1990–1991, a w roku 2007 – 85,9%[1].

Dziedziny

Najwięcej pozytywnych rezultatów odnotowano w naukach społecznych, na kolejnym miejscu uplasowały się nauki biologiczne, a w naukach fizycznych odnotowano najmniej pozytywnych wyników[1].

Dyscypliny

Najmniej pozytywnych rezultatów wystąpiło w naukach o kosmosie. Tylko w neurobiologii i behawiorze oraz w naukach o kosmosie nastąpił spadek pozytywnych wyników na przestrzeni lat. Nauki o Ziemi oraz nauki o zwierzętach i roślinach miały relatywnie stabilny trend (brak wzrostu) pozytywnych rezultatów, a w pozostałych dyscyplinach odnotowano ich wzrost. Największy wzrost zaobserwowano w takich dyscyplinach jak: medycyna kliniczna, farmakologia i toksykologia oraz biologia molekularna[1].

SP – nauki o kosmosie, AG – nauki rolnicze, BB – biologia i biochemia, CH – chemia, CM – medycyna kliniczna
CS – informatyka, EB – ekonomia i biznes, EE – środowisko/ekologia, EN – inżyneria, GE – nauki o Ziemi
IM – immunologia, MB – biologia molekularna i genetyka, MI – mikrobiologia, MS – badania materiałowe, NB – neurobiologia i behawior
PA – nauki o roślinach i zwierzętach, PH – fizyka, PP – psychiatria/psychologia, PT – farmakologia i toksykologia, SO – nauki społeczne ogółem

Państwa

Autorzy z USA opublikowali mniej pozytywnych wyników od autorów z państw azjatyckich (zwłaszcza Japonii), ale więcej od autorów z Europy (zwłaszcza Wielkiej Brytanii)[1].

US – USA, UK – Wielka Brytania, NL – Holandia, IT – Włochy
JP – Japonia, AU – Australia, DE – Niemcy, CA – Kanada

US – USA; EU-15 – Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Grecja, Irlandia, Włochy, Holandia, Portugalia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania
AS – Chiny, Hong Kong, Indie, Japonia, Singapur, Korea Południowa, Tajwan

Przyczyny

Jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy?

  1. Testowane hipotezy mogą w coraz większym stopniu okazywać się prawdziwe. Oczywiście, nie dlatego, że nauka jest bliższa prawdy dzisiaj niż 20 lat temu, tylko dlatego, że naukowcy mogą stawiać hipotezy, które częściej są potwierdzane, aby uzyskać wyniki, które łatwiej jest opublikować[1].
  2. Średnia moc statystyczna badań mogła wzrosnąć, np. dzięki wzrostowi średniej wielkości badanych prób, co zwiększyło szansę na odkrycie prawdziwych relacji. Byłaby to dobra wiadomość, gdyż oznaczałaby, że jakość metodologiczna badań się poprawiła. Niestety, moc statystyczna badań zdaje się być bardzo niska we wszystkich dyscyplinach i nie ma dowodów na to, że wzrosła na przestrzeni lat[1].
  3. Negatywne wyniki mogą być rzadziej wysyłane i akceptowane do publikacji albo w jakiś sposób są zamieniane w pozytywne rezultaty przez reinterpretację, reanalizę, selekcję lub inne formy manipulacji/fabrykacji[1]. We wcześniejszych analizach wykazano, że negatywne wyniki są rzadziej publikowane i cytowane[2][3].

Skutki

System, który dyskwalifikuje negatywne wyniki, nie tylko bezpośrednio wypacza literaturę naukową, ale może także zniechęcać do projektów wysokiego ryzyka i wywierać presję na naukowców, by fabrykowali i fałszowali swoje dane.

[…]

Jednym z najbardziej niepokojących wypaczeń wiedzy naukowej jest utrata negatywnych danych. Wyniki, które nie potwierdzają oczekiwań – ponieważ dają one efekt, który albo nie jest istotny statystyczne, albo przeczy hipotezie – mają kluczowe znaczenie dla postępu naukowego, ponieważ ten ostatni jest możliwy tylko przez zbiorowy, samokorygujący się proces. Tymczasem niedobór wyników zerowych i negatywnych został zaobserwowany na niezliczonych polach badawczych. Ich brak w literaturze nie tylko przeszacowuje wielkość efektu w metaanalizach, co wyolbrzymia znaczenie zjawisk, ale może również powodować marnotrawstwo zasobów na powtarzanie badań, które się nieudały, a nawet otwierać nowe pola badawcze w oparciu o całkowicie nieistniejące zjawiska[1].

Przypisy:

  1. Fanelli D (2012), „Negative results are disappearing from most disciplines and countries”, Scientometrics, 90 (3), 891–904. DOI: 10.1007/s11192-011-0494-7.
  2. Dwan et al (2008), „Systematic Review of the Empirical Evidence of Study Publication Bias and Outcome Reporting Bias”, PLoS One, 3 (8), e3081. PMID: 18769481.
  3. Fanelli D (2010), „Do Pressures to Publish Increase Scientists’ Bias? An Empirical Support from US States Data”, PLoS One, 5 (4), e10271. PMID: 20422014.

Jak powszechny jest konflikt interesów w nauce i jak na nią wpływa?

1 października 2012 1 komentarz

Konflikt interesów w nauce można najszerzej i najprościej zdefiniować jako „sprzeczność pomiędzy podstawowym interesem naukowca a jego drugorzędnym interesem.” Podstawowym interesem naukowca może być: postęp w nauce, dobro pacjentów, edukowanie studentów, obywateli lub współpracowników. Drugorzędnym interesem naukowca może być: korzyść finansowa, awans zawodowy, uznanie osobiste, obecność w mediach, udzielenie przysługi rodzinie, przyjacielowi czy współpracownikowi, przywiązanie do własnych przekonań, zaangażowanie polityczne[1]. Najczęściej ujawniany jest finansowy konflikt interesów.

Jak powszechny jest konflikt interesów w nauce?

36% publikacji medycznych, które były najczęściej cytowane w okresie 10 lat, było finansowanych przez przemysł farmaceutyczny i biotechnologiczny. Fundusze 84% najczęściej cytowanych na przestrzeni 10 lat randomizowanych, kontrolowanych badań klinicznych pochodziły od firm farmaceutycznych i biotechnologicznych. I około 97% najczęściej cytowanych badań klinicznych, opublikowanych w ciągu 5 ostatnich przeanalizowanych lat, było finansowanych przez te firmy, z czego ponad połowa wyłącznie przez nie[2].

– Wkład finansowy przemysłu farmaceutycznego i biotechnologicznego w badania biomedyczne i rozwój biomedycyny w Stanach Zjednoczonych wynosił 32% ogółu funduszy w 1980 roku[3]. A w roku 2007 już 58%, co czyniło z niego największego sponsora amerykańskich badań biomedycznych[4]. Ponad 90% amerykańskich przedsiębiorstw z branży biomedycznej przyznaje, że ma powiązania ze środowiskiem akademickim, z czego ponad połowa sponsoruje akademickie badania naukowe[5].

Od 23 do 28% badaczy uniwersyteckich zajmujących się badaniami biomedycznymi otrzymuje fundusze od firm farmaceutycznych i biotechnologicznych[3].

– Przemysł farmaceutyczny finansuje około 70% badań klinicznych leków w USA[6][7].

– Analiza 789 artykułów opublikowanych w ciągu jednego roku na łamach głównych czasopism biomedycznych wykazała, że 34% ich głównych autorów miało znaczący finansowy interes osobisty (udziały w kapitale własnym firmy, jej patentach, obecność w radzie konsultacyjnej lub na stanowisku kierowniczym firmy) w publikacji badania[3].

– Ankieta przeprowadzona wśród przeszło 3 000 amerykańskich lekarzy (pediatrów, internistów, kardiologów, lekarzy rodzinnych, anestezjologów i chirurgów) wykazała, że 94% z nich miało jakiś rodzaj związku z firmami farmaceutycznymi. 83% otrzymywało żywność lub napoje oraz bilety na wydarzenia sportowe lub kulturalne, a 78% próbki leków od tych firm. 35% lekarzy otrzymywało od przemysłu farmaceutycznego zwrot kosztów związanych z eksperckimi spotkaniami lub z ustawicznym kształceniem medycznym, a 28% dostawało od niego wypłaty za wykłady, konsultacje lub werbowanie pacjentów do badań klinicznych[8].

– W 2011 roku na łamach czasopisma Journal of the American Medical Association (JAMA) ukazał się przegląd 29 metaanaliz dotyczących leczenia farmakologicznego, które zostały opublikowane w czasopismach medycznych z wysokim impact factor. Metaanalizy zawierały łącznie 509 randomizowanych, kontrolowanych badań klinicznych. Okazało się, że tylko 2 metaanalizy informowały o źródłach finansowania badań, ale żadna nie zawierała informacji o związkach autorów badań z firmami farmaceutycznymi lub o zatrudnieniu autorów przez te firmy. Z 318 badań, które zawierały informacje o źródłach ich finansowania, 219 (69%) było finansowanych przez przemysł farmaceutyczny. Ze 132 badań, które informowały o funduszach autora, 91 (69%) miało co najmniej 1 autora, który był finansowo powiązany z producentami leków. W 7 metaanalizach, w przypadku wszystkich zawartych w nich badaniach zachodziła co najmniej jedna forma jawnego konfliktu interesów, ale tylko 1 z tych 7 metaanaliz informowała o funduszach badań, natomiast żadna nie informowała o związkach autorów badań z przedsiębiorstwami farmaceutycznymi lub o zatrudnieniu autorów przez nie[9].

– Analiza 1 534 artykułów z dziedziny onkologii opublikowanych w ciągu jednego roku w 8 prestiżowych czasopismach medycznych wykazała, że w przypadku 29% artykułów zachodził konflikt interesów[10]. Z analizy 289 badań klinicznych i 43 edytoriali opublikowanych w okresie jednego roku na łamach Journal of Clinical Oncology wynika, że przemysł farmaceutyczny finansował 44% badań klinicznych. Co najmniej jeden typ konfliktu interesów był jawny w przypadku 69% badań klinicznych i 51% edytoriali[11].

– Podręcznik diagnostyczno–statystyczny DSM, nazywany „Biblią Psychiatrii”, w którym sklasyfikowane, zdefiniowane i opisane są zaburzenia psychiczne, jest wydawany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. Okazuje się, że 57% członków zespołu zadaniowego DSM–IV miało związki finansowe z firmami farmaceutycznymi. W przypadku dwóch grup roboczych (jedna zajmująca się zaburzeniami nastroju, a druga schizofrenią i innymi zaburzeniami psychotycznymi), 100% ich członków miało powiązania finansowe z tymi firmami. Ogółem 56% członków wszystkich grup roboczych pracujących nad DSM–IV miało związki finansowe z przemysłem farmaceutycznym[12][13]. Kolejne wydanie podręcznika, DSM–5, ukazać się ma w maju 2013 roku. Ale już wiadomo, że 69% członków zespołu zadaniowego DSM–5 ma związki finansowe z producentami leków. 100% członków grupy roboczej zajmującej się zaburzeniami snu i 83% członków grupy zajmującej się zaburzeniami psychotycznymi ma powiązania finansowe z tymi firmami[13]. Ogółem 56% członków wszystkich grup roboczych pracujących nad DSM–5 ma związki finansowe z przemysłem farmaceutycznym[14].

– Analiza 500 badań klinicznych opublikowanych na przestrzeni 20 lat w 5 wpływowych czasopismach medycznych pokazała, że ogółem 36% z nich było sponsorowanych przez przemysł farmaceutyczny, ale na przestrzeni ostatnich czterech przeanalizowanych lat – już 62%[15].

90% specjalistów, którzy opracowywali wytyczne praktyki klinicznej Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego odnośnie leczenia schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej i zaburzeń depresyjnych, miało powiązania finansowe z branżą farmaceutyczną[16].

– Analiza ponad 500 badań klinicznych opublikowanych na łamach czterech czasopism psychiatrycznych w 1992 roku i 2002 roku wykazała, że fundusze 25% badań z 1992 roku i 57% badań z 2002 roku pochodziły od producentów leków[17]. Z analizy blisko 400 badań klinicznych, które ukazały się w ciągu 3 lat na łamach czterech prestiżowych czasopism psychiatrycznych (American Journal of Psychiatry, Archives of General Psychiatry, Journal of Clinical Psychopharmacology, Journal of Clinical Psychiatry) wynika, że 60% z nich było finansowanych przez firmy farmaceutyczne, a w przypadku autorów 47% badań zachodził finansowy konflikt interesów[18].

Jak konflikt interesów wpływa na badania naukowe?

Badania, w przypadku których doszło do konfliktu interesów:

  • częściej mają korzystne dla  producenta (sponsora) wyniki i wnioski[3][10][15][18][19][20][21][22],
  • są rzadziej publikowane[20],
  • pod względem jakości metodologicznej nie ustępują, a nawet przewyższają inne badania[18][20][21][22], ale już metaanalizy sponsorowane przez przedsiębiorstwa farmaceutyczne i biotechnologiczne są gorsze pod względem jakości metodologicznej (m.in. od metaanaliz Cochrane Collaboration)[23][24],
  • częściej ich wyniki i wnioski okazują się nieprawdziwe lub przesadzone[25][26].

Słynne medyczne skandale powstałe w wyniku finansowego konfliktu interesów

– Avandia (rozyglitazon), lek na cukrzycę, z powodu poważnego ryzyka groźnych powikłań kardiologicznych związanych z jego stosowaniem został wycofany ze sprzedaży w Europie w 2010 roku, a jego sprzedaż w USA została ograniczona. W przypadku 53% artykułów na temat tego leku i 45% ich autorów zachodził finansowy konflikt interesów. 94% naukowców, którzy wydali pozytywną opinię odnośnie bezpieczeństwa leku, miało finansowe związki z przemysłem farmaceutycznym[27]. W 2012 roku GlaxoSmithKline (producent leku) został ukarany sumą 3 miliardów dolarów za nielegalne promowanie leku antydepresyjnego Paxil, propagowanie leku Wellbutrin poza dozwolonym zakresem jego stosowania, zatajenie danych dotyczących ubocznych skutków leku przeciwcukrzycowego Avandia oraz korumpowanie lekarzy w zamian za przepisywanie leków koncernu. Było to największe w historii Stanów Zjednoczonych oszustwo dotyczące opieki zdrowotnej. Zdaniem jednego z amerykańskich kardiologów, „lek Avandia spowodował zawał serca lub śmierć od 50 tysięcy do 100 tysięcy chorych na cukrzycę”.

– Vioxx (rofekoksyb), lek przeciwbólowy, został wycofany z obrotu na całym świecie w 2004 roku z powodu zwiększonego ryzyka powikłań sercowo–naczyniowych (w tym zawału serca i udaru) przy jego dłuższym zażywaniu. 4 lata wcześniej, na łamach New England Journal of Medicine ukazało się badanie, którego wnioski wskazywały na to, że Vioxx jest bezpieczniejszy niż inny lek – naproksen. Co prawda, autorzy informowali, że pacjenci, którzy mieli już wcześniej problemy z układem krążenia, mają zwiększone ryzyko zawału serca przy stosowaniu Vioxxu, ale w przypadku reszty pacjentów ryzyko nie było istotne statystycznie. Badanie nie ostrzegało, że pacjenci zażywający ten lek narażają się na wyższe ryzyko powikłań zakrzepowych, bez względu na to, czy wcześniej mieli problemy z układem sercowo–naczyniowym, czy nie mieli. I ostatecznie, autorzy nie napisali we wnioskach, że lek jest bardziej szkodliwy dla zdrowia niż naproksen. Wszyscy autorzy artykułu mieli finansowe powiązania z firmą Merck (producentem leku) albo byli przez nią zatrudnieni[28]. W 2007 roku koncern zobowiązał się do wypłaty (na mocy ugody) prawie 5 miliardów dolarów osobom poszkodowanym w wyniku zażywania Vioxxu. Szacuje się, że z powodu stosowania tego leku 140 000 Amerykanów mogło mieć atak serca, a na całym świecie mogło umrzeć 60 000 osób.

– W 2009 roku wyszło na jaw, że Scott Reuben, anestezjolog, sfałszował 21 badań na temat środków przeciwbólowych, które stosowano podczas i po operacjach ortopedycznych. Okazało się, że jego prace były sponsorowane przez przemysł farmaceutyczny, a on sam był w nim zatrudniony. Czasopismo Scientific American nazwało go „medycznym Madoffem”[29].

– W 1998 roku lekarz Andrew Wakefield na łamach czasopisma Lancet opublikował pracę, która sugerowała związek między szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince i różyczce) a autyzmem. Artykuł okazał się oszustwem i został wycofany w 2010 roku[30]. Dziennikarskie śledztwo Briana Deera wykazało, że Wakefield był opłacany przez Richarda Barra, prawnika, który planował zaskarżyć producentów szczepionek o odszkodowanie. Co więcej, Wakefield kilka miesięcy przed publikacją pracy złożył wniosek o opatentowanie szczepionki przeciw odrze. Lekarz zamierzał wzbogacić się dzięki udziałom w firmach, które miały produkować alternatywne szczepionki i zestawy do diagnostyki chorób[31].

– W 2007 roku zostało skazanych dwóch sanitariuszy i dwóch lekarzy w aferze „łowców skór”. Proceder polegał na pozbawianiu życia pacjentów i sprzedaży informacji o zwłokach zakładom pogrzebowym. Afera została ujawniona w 2002 roku przez Gazetę Wyborczą i Radio Łódź.

– W 2009 roku koncern farmaceutyczny Pfizer został ukarany sumą 2 miliardów 300 milionów dolarów. Rząd USA oskarżył go o nielegalne praktyki marketingowe dotyczące 13 leków. Firma promowała swoje farmaceutyki zapraszając lekarzy do luksusowych ośrodków na rzekome szkolenia, podczas których fundowano im m.in. masaże, grę w golfa i wycieczki.

– W 2012 roku koncern Johnson & Johnson został ukarany za ukrywanie ryzyka związanego ze stosowaniem antypsychotycznego leku Risperdal i niezgodnie z prawdą zachwalanie leku jako bezpieczniejszego niż farmaceutyki konkurencji. Farmaceutyczny gigant miał zapłacić 1,1 mld dolarów kary.

Przypisy:

  1. Maj M (2008), „Non-financial conflicts of interests in psychiatric research and practice, British Journal of Psychiatry, 193 (2), 91–2. PMID: 18669986.
  2. Patsopoulos NA, Ioannidis JP, Analatos AA (2006), „Origin and funding of the most frequently cited papers in medicine: database analysis”, BMJ, 332 (7549), 1061–4. PMID: 16547014.
  3. Bekelman JE, Li Y, Gross CP (2003), „Scope and Impact of Financial Conflicts of Interest in Biomedical Research: A Systematic Review”, JAMA, 289 (4), 454–65. PMID: 12533125.
  4. Dorsey et al (2009), „Funding of US Biomedical Research, 2003-2008”, JAMA, 303 (2), 137–43. PMID: 20068207.
  5. Blumenthal et al (1996), „Relationships between Academic Institutions and Industry in the Life Sciences — An Industry Survey”, New England Journal of Medicine, 334 (6), 368–73. PMID: 8538709.
  6. Bodenheimer T (2000), „Uneasy Alliance — Clinical Investigators and the Pharmaceutical Industry”, New England Journal of Medicine, 342 (20), 1539–44. PMID: 10816196.
  7. Mello MM, Clarridge BR, Studdert DM (2005), „Academic Medical Centers’ Standards for Clinical-Trial Agreements with Industry”, New England Journal of Medicine, 352 (21), 2202–10. PMID: 15917385.
  8. Campbell et al (2007), „A National Survey of Physician–Industry Relationships”, New England Journal of Medicine, 356 (17), 1742–50. PMID: 17460228.
  9. Roseman et al (2011), „Reporting of Conflicts of Interest in Meta-analyses of Trials of Pharmacological Treatments”, JAMA, 305 (10), 1008–17. PMID: 21386079.
  10. Jagsi et al (2009), „Frequency, nature, effects, and correlates of conflicts of interest in published clinical cancer research”, Cancer, 115 (12), 2783–91. PMID: 19434666.
  11. Riechelmann et al (2007), „Disclosure of Conflicts of Interest by Authors of Clinical Trials and Editorials in Oncology”, Journal of Clinical Oncology, 25 (29), 4642–7. PMID: 17925561.
  12. Cosgrove et al (2006), „Financial Ties between DSM-IV Panel Members and the Pharmaceutical Industry”, Psychotherapy and Psychosomatics, 75 (3), 154–60. PMID: 16636630.
  13. Cosgrove L, Krimsky S (2012), „A Comparison of DSM-IV and DSM-5 Panel Members’ Financial Associations with Industry: A Pernicious Problem Persists”, PLoS Medicine, 9 (3), e1001190. PMID: 22427747.
  14. Cosgrove L, Bursztajn HJ, Krimsky S (2009), „Developing Unbiased Diagnostic and Treatment Guidelines in Psychiatry”, New England Journal of Medicine, 360 (19), 2035–6. PMID: 19420379.
  15. Buchkowsky SS, Jewesson PJ (2004), „Industry Sponsorship and Authorship of Clinical Trials Over 20 Years”, Annals of Pharmacotherapy, 38 (4), 579–85. PMID: 14982982.
  16. Cosgrove et al (2009), „Conflicts of Interest and Disclosure in the American Psychiatric Association’s Clinical Practice Guidelines”, Psychotherapy and Psychosomatics, 78 (4), 228 –32. PMID: 19401623.
  17. Kelly et al (2006), „Relationship between drug company funding and outcomes of clinical psychiatric research”, Psychological Medicine, 36 (11), 1647–56. PMID: 16893480.
  18. Perlis et al (2005), „Industry Sponsorship and Financial Conflict of Interest in the Reporting of Clinical Trials in Psychiatry”, American Journal of Psychiatry, 162 (10), 1957–60. PMID: 16199844.
  19. Friedman LS, Richter ED (2004), „Relationship Between Conflicts of Interest and Research Results”, Journal of General Internal Medicine, 19 (1), 51–6. PMID: 14748860.
  20. Lexchin et al (2003), „Pharmaceutical industry sponsorship and research outcome and quality: systematic review”, BMJ, 326 (7400), 1167–70. PMID: 12775614.
  21. Ridker PM, Torres J (2006), „Reported Outcomes in Major Cardiovascular Clinical Trials Funded by For-Profit and Not-for-Profit Organizations: 2000-2005”, JAMA, 295 (19), 2270 –4. PMID: 16705108.
  22. Als-Nielsen et al (2003), „Association of Funding and Conclusions in Randomized Drug Trials: A Reflection of Treatment Effect or Adverse Events?”, JAMA, 290 (7), 921–8. PMID: 12928469.
  23. Jørgensen, Hilden, Gøtzsche (2006), „Cochrane reviews compared with industry supported meta-analyses and other meta-analyses of the same drugs: systematic review”, BMJ, 333 (7572), 782. PMID: 17028106.
  24. Jørgensen et al (2008), „Industry-supported meta-analyses compared with meta-analyses with non-profit or no support: Differences in methodological quality and conclusions”, BMC Medical Research Methodology, 8, 60. PMID: 18782430.
  25. Ioannidis JP (2005), „Why Most Published Research Findings Are False”, PLoS Medicine, 2 (8), e124. PMID: 16060722.
  26. Ioannidis JP (2011), „An Epidemic of False Claims: Competition and conflicts of interest distort too many medical findings”, Scientific American, 304 (6), 16. PMID: 21608392.
  27. Wang et al (2010), „Association between industry affiliation and position on cardiovascular risk with rosiglitazone: cross sectional systematic review”, BMJ, 340, c1344. PMID: 20299696.
  28. Abramson J, Starfield B (2005), „The Effect of Conflict of Interest on Biomedical Research and Clinical Practice Guidelines: Can We Trust the Evidence in Evidence-Based Medicine?”, Journal of the American Board of Family Medicine, 18 (5), 414–8. PMID: 16148253.
  29. Brendan B (2009), „A Medical Madoff: Anesthesiologist Faked Data in 21 Studies”, Scientific American.
  30. Godlee F, Smith J, Marcovitch H (2011), „Wakefield’s article linking MMR vaccine and autism was fraudulent”, BMJ, 342, c7452. PMID: 21209060.
  31. Deer B (2011), „Secrets of the MMR scare. How the vaccine crisis was meant to make money”, BMJ, 342, c5258. PMID: 21224310.

Zachodnia cywilizacja: koniec hegemonii

Co spowodowało bezprecedensowy w dziejach ludzkości okres dominacji Zachodu nad całym światem? Co powoduje upadki wielkich organizmów politycznych, kultur i cywilizacji?

Na te i inne pytania odpowiedzi niosą 2 książki, które nie tak dawno ukazały się na rynku wydawniczym – Civilization: The West and the Rest Nialla Fergusona (brytyjskiego historyka wykładającego na Harvardzie) i Why the West Rules – For Now (brytyjskiego historyka wykładającego na Stanfordzie). Obaj zgadzają się, że fenomen hegemonii Zachodu nad Wschodem jest faktem i że obecnego układu sił nie da się utrzymać.

Zdaniem Fergusona, geografią nie da się wytłumaczyć hegemonii Zachodu. Kluczowe są natomiast instytucje. Według niego, dowodem na to mają być 2 naturalne eksperymenty, które przeprowadzono w XX wieku na dwóch państwach: na Niemczech i Korei. Oba państwa zostały podzielone na dwie części, w których wprowadzono dwa odmienne systemy polityczne i gospodarcze. W krótkim czasie RFN zdobyła przewagę nad NRD, a Korea Południowa nad Północną.

W 1500 roku zachodni władcy europejscy rządzili obszarem równym 5% wszystkich ziem na świecie oraz panowali nad 16% światowej populacji i 20% światowego PKB. Do 1913 roku mocarstwa zachodnie kontrolowały około 58% lądów oraz ludności świata i aż 3/4 globalnego PKB. Przeciętna długość życia w Wielkiej Brytanii przewyższała dwukrotnie średnią długość życia mieszkańców Indii.

Według Morrisa, kulminacyjnym punktem dominacji Zachodu były wojny opiumowe w XIX wieku, które pokazały gigantyczną dysproporcję sił między ówczesnym Imperium Brytyjskim a Cesarstwem Chin.

Ale jak twierdzi Ferguson, wzrost potęgi Stanów Zjednoczonych sprawił, że przepaść między Wschodem a Zachodem jeszcze bardziej się pogłębiła. W latach 70. XX wieku, przeciętny Brytyjczyk był ponad 10 razy bogatszy od przeciętnego Hindusa. A przeciętny Amerykanin był prawie 20 razy bogatszy od przeciętnego Chińczyka. Większość państw azjatyckich zrozumiała, że jedynym sposobem na zmniejszenie nierówności w dochodach jest podążanie drogą Japonii, czyli przyjęcie części zachodnich instytucji i modeli gospodarczych.

Rządy w Azji Wschodniej eksperymentowały z teoriami kapitalistycznymi i komunistycznymi, ale żaden zachodni rząd nie próbował tego samego z konfucjanizmem czy taoizmem. To Zachód wysyłał swoje wojska do Azji, a nie na odwrót.

Ferguson uważa, że cywilizacja zachodnia zdobyła przewagę nad Wschodem dzięki 6 koncepcjom, które nazywa „zabójczymi aplikacjami” (ang. killer apps):

  • Pierwsza to konkurencja: „decentralizacja życia politycznego i gospodarczego, która stała się podwaliną państwa narodowego i kapitalizmu.”
  • Drugą jest nauka: „sposób badania, pojmowania i w końcu zmieniania zjawisk w przyrodzie, dzięki któremu Zachód osiągnął między innymi poważną przewagę wojskową.”
  • Następna koncepcja to prawa własności, czyli „rządy prawa rozumiane jako sposób ochrony prywatnych właścicieli i pokojowe rozwiązywanie konfliktów między nimi, które stały się podstawą stworzenia najstabilniejszej z możliwych form rządu przedstawicielskiego.”
  • Czwarta jest medycyna: „gałąź nauki, dzięki której znacznie poprawił się stan zdrowia i wzrosła średnia długość życia najpierw w Europie, a później w koloniach.”
  • Piątą jest konsumeryzm, czyli „sposób życia, zgodnie z którym produkcja i zakup dóbr konsumenckich, takich jak odzież, odgrywa kluczową rolę w gospodarce, a bez którego rewolucja przemysłowa szybko straciłaby impet.”
  • I szósta ostatnia koncepcja, czyli etyka pracy: „ramy moralne i sposób działalności wywodzący się między innymi z protestantyzmu; spoiwo wiążące potencjalnie niestabilne społeczeństwo.”

Natomiast Morris opracował wskaźnik rozwoju gospodarczego. Jego składowymi są cztery elementy: zużycie energii, stopień organizacji społecznej, potencjał wojskowy i technologia. Do rewolucji przemysłowej ani Zachód, ani Wschód nie potrafiły pokonać tej magicznej granicy rozwoju, czyli tzw. szklanego sufitu cywilizacji. W roku 2000 suma wszystkich czterech składników wynosiła 1000. Morris stara się obliczać wskaźnik od początków ludzkości (na podstawie wykopalisk) do dziś (dzięki danym statystycznym). Przez 17 tys. lat ludzkość nie była w stanie pokonać granicy 43 punktów. Udało się to dopiero w XIX wieku.

Jak twierdzi Morris, „korzyści z zacofania” są jednym z najważniejszych motorów przemian w historii ludzkości. Rolnictwo powstało kilka tysięcy tysięcy lat temu na obszarze tzw. żyznego półksiężyca. Gdy pierwsi rolnicy przenieśli się na na pustynne równinny, zmuszeni byli do nawadniania pól, dzięki czemu wynaleźli irygację, co stało się motorem rozwoju pierwszych miast. Podobnie działo się w XIX wieku: to w Anglii zaczęła się rewolucja przemysłowa, która następnie przeniosła się do Niemiec i USA, przez co w ciągu stulecia niemieckie i amerykańskie centra przemysłowe zastąpiły brytyjskie. Podobny proces ma miejsce dziś w Chinach. Inny czynnik, który powoduje, że cywilizacje rozkwitają i upadają, to zdaniem Morrisa – „paradoks rozwoju”. Sukces sprawia, że zasoby są nadmiernie eksploatowane i prędzej czy później każde imperium napotyka jeden z pięciu problemów, które zagrażają jego istnieniu, czyli pięciu jeźdźców apokalipsy. Są to: głód, rozpad instytucji państwa, niekontrolowane migracje, epidemia i zmiana klimatu.

Zdaniem Morrisa, w ciągu kolejnych stu lat możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy to świat z powieści science-fiction Nastanie nocy Isaaca Asimowa. To powieść o planecie oświetlanej przez kilka słońc. Noc zapada raz na kilka tysięcy lat, gdy księżyce ustawią się w takim położeniu, by zasłonić wszystkie słońca. Ale nikt tego jeszcze nie widział, więc ludzie panikują i w szaleństwie niszczą wszystkie zdobycze cywilizacji, przez co cofają się do punktu wyjścia. Tak samo może zakończyć się i nasz XXI wiek. Drugi scenariusz to model osobliwości, czyli natychmiastowy rozwój techniki, który sprawi, że nasza planeta zmieni się nie do poznania. Jak pisze Morris, jedyne czego możemy być pewni za 100 lat, to tego, że Zachód już nie będzie dominował w skali globalnej.

Jak pisze Ferguson, po roku 1960 słowo „cywilizacja” straciło na popularności. Uniwersytety, począwszy od Stanforda w 1963 roku przestały oferować klasyczne kursy historii zachodniej cywilizacji. Za Zachodzie zyskał na popularności pogląd, że powinniśmy poznawać inne kultury, a nie swoją własną. Sondaż przeprowadzony wśród studentów I roku historii na jednym z wiodącym uniwersytetów w Wielkiej Brytanii wykazał, że jedynie 34% z nich wie, kto był angielskim monarchą w czasach Wielkiej Armady, 31% wie, gdzie toczyły się wojny burskie, a 16% zna nazwisko dowódcy wojsk brytyjskich pod Waterloo. Sonda Voyager w 1977 roku zabrała ze sobą w kosmos zestaw 27 próbek utworów muzycznych, z czego tylko 10 z nich to dzieła zachodnich kompozytorów. „Historia świata w 100 obiektach”, którą w 2010 roku wystawiło Muzeum Brytyjskie, zawiera co najwyżej 30 dzieł cywilizacji zachodniej.

Zdaniem Fergusona, właśnie przeżywamy zmierzch zachodniej dominacji. Nie tylko dlatego, że większość reszty świata przyjęła nasze „zabójcze aplikacje” oraz właściwe im idee i zachowania, ale również dlatego, że sami już przestaliśmy wierzyć w naszą cywilizację.

Bibliografia:

  1. „Siła i Zysk” (2011), Forum, nr 24/25, s. 2630.
  2. Ferguson N (2011), „Model się zużył”, Forum, nr 24/25, s. 31.
  3. Ferguson N (2011), „6 zabójczych aplikacji dobrobytu”, TED.

Większość kwejków na głównej to kwejki administracji

14 sierpnia 2012 1 komentarz

Założyciel Kwejka w wywiadzie, udzielonym kilka miesięcy temu, o kulisach działania serwisu powiedział:

Mam głównego moderatora, szefa, który stworzył mi team wolontariuszy, jakieś 30 albo 40 osób. Zespół dobrze się zna, korzysta z narzędzi do komunikacji i przeczesują oczekujące. Kwejk ma obecnie około 500 000 zarejestrowanych kont i codziennie trafia od 3 do 5 tysięcy obrazków na Kwejka, zupełnych randomów. Z tego wolontariusze wybierają listę od 400 do 800 najlepszych i podsyłają mi albo głównemu moderatorowi i my ostatecznie wybieramy co trafi na stronę główną.

Wolontariusze sami na główną nie wrzucają. Często też sam wyszukuję i dodaje obrazki.

Założyciel „zapomniał” powiedzieć, że większość kwejków, jakie pojawiają się na stronie głównej pochodzi z kont założonych przez administrację. Oczywiście, administratorzy nie wrzucają każdego wysłanego przez nich obrazka na stronę główną, bo za łatwo można było ich zdemaskować. Ja zidentyfikowałem aż 42 konta, które należą do administracji. Każde z tych kont wrzuciło swojego pierwszego kwejka dokładnie 15.12.2010 o godzinie 21:58. Jeśli ci „wolontariusze”, o których jest mowa w wywiadzie, to tak naprawdę administratorzy, to znaczy, że założyciel Kwejka kłamał, że sami nic nie wrzucają na główną.

Oto lista kont wraz z linkiem do pierwszego obrazka przez nie wrzuconego:

  1. Amhilehttp://kwejk.pl/obrazek/2628/
  2. Airellionhttp://kwejk.pl/obrazek/2782/
  3. Pelavandrelhttp://kwejk.pl/obrazek/2620/
  4. Ternorhttp://kwejk.pl/obrazek/2588/
  5. Malgalielhttp://kwejk.pl/obrazek/2681/
  6. Tallarondhttp://kwejk.pl/obrazek/2584/
  7. Tallaanehttp://kwejk.pl/obrazek/2624/
  8. Galnorhttp://kwejk.pl/obrazek/2613/
  9. Loralandirilhttp://kwejk.pl/obrazek/2602/
  10. Orravandrelhttp://kwejk.pl/obrazek/2598/
  11. Imrondhttp://kwejk.pl/obrazek/2574/
  12. Endrialionhttp://kwejk.pl/obrazek/2693/
  13. Teranelhttp://kwejk.pl/obrazek/2511/
  14. Tertholhttp://kwejk.pl/obrazek/2666/
  15. Iofarhttp://kwejk.pl/obrazek/2583/
  16. Anghilehttp://kwejk.pl/obrazek/2556/
  17. Ellgalielhttp://kwejk.pl/obrazek/2558/
  18. Virandirilhttp://kwejk.pl/obrazek/2503/
  19. Imragalielhttp://kwejk.pl/obrazek/2687/
  20. Calfarhttp://kwejk.pl/obrazek/2496/
  21. Ulliagranhttp://kwejk.pl/obrazek/2509/
  22. Laurelmirhttp://kwejk.pl/obrazek/2704/
  23. Errllanalhttp://kwejk.pl/obrazek/2697/
  24. Imramorhttp://kwejk.pl/obrazek/2517/
  25. Airendilhttp://kwejk.pl/obrazek/2491/
  26. Loralellionhttp://kwejk.pl/obrazek/2722/
  27. Eldirwenhttp://kwejk.pl/obrazek/2612/
  28. Orralionhttp://kwejk.pl/obrazek/2514/
  29. Tallaandarhttp://kwejk.pl/obrazek/2662/
  30. Marcorannahttp://kwejk.pl/obrazek/2724/
  31. Torcorahttp://kwejk.pl/obrazek/2723/
  32. Hascorahttp://kwejk.pl/obrazek/2639/
  33. Valuvielhttp://kwejk.pl/obrazek/3134/
  34. Torendilhttp://kwejk.pl/obrazek/2505/
  35. Haswenhttp://kwejk.pl/obrazek/2720/
  36. Laureldrigarhttp://kwejk.pl/obrazek/2690/
  37. Eldirinahttp://kwejk.pl/obrazek/2493/
  38. Laureholenhttp://kwejk.pl/obrazek/2664/
  39. Pelnorhttp://kwejk.pl/obrazek/2640//li>
  40. Immorhttp://kwejk.pl/obrazek/2689/
  41. Eponcoralhttp://kwejk.pl/obrazek/2521/
  42. Malmalhttp://kwejk.pl/obrazek/2713/

Przeglądając kwejki na stronie głównej zauważyłem, że większość z nich pochodzi z tych kont. Żeby udokumentować proceder, zrobiłem 7 screenshotów strony głównej i zaznaczyłem, które obrazki zostały wrzucone przez administrację: [1], [2], [3], [4], [5], [6], [7].